|
|
CMENTARZE
"Cmentarze to najprawdziwiej zapisane strony ludzkiej historii"
Cmentarzy w Cerekwi jest kilka, więc trzeba je omówić kolejno.
1.
Najwcześniejszym, jak się zdaje, miejscem grzebalnym był plac wokół kościoła.
Oczywiście starego kościoła. Wiadomo napewno, że pochowano tam ks. Antoniego
Kowalskiego, gdyż przechował się dokument o tym świadczący. Można przypuszczać,
iż inni, wcześniejsi proboszczowie cerekiewscy też tam spoczywają. Wiadomo
także, że leży tam kilkoro przedstawicieli rodu Goczałkowskich. "Obok
tego ołtarza [starego kościoła - przyp. Z. B.] dwa czarne marmury, kryją
zwłoki moich dziadów..." pisze w 1862 roku Wojciech Goczałkowski w
swoich "Wspomnieniach lat ubiegłych". Na placu starego kościoła
jeszcze dziś stoją dwa pomniki nagrobne pochodzące z przełomu XVIII i XIX
wieku. Jeden informuje o miejscu pochówku Franciszka Szymańskiego, wikarego
cerekiewskiego (i ten jest na ilustracji obok), a drugi Ignacego Baczyńskiego.
Pochówki wykonywano nie tylko wokół kościoła, ale również wewnątrz świątyni.
Podczas stawiania figury Matki Bożej Różańcowej na środku placu natknięto
się na ludzkie kości.
2. Za wsią, w kierunku pólnocno-wschodnim, istnieje cmentarz zwany "cholerycznym", ale należy wątpić, by na powierzchni kilku arów chowano ofiary cholery. Było ich przecież niewiele. Jest to stary cmentarz parafialny, który zamknięto w połowie XIX wieku. Obecnie zarośnięty jest chwastem i bez śladów mogił. Stosunkowo niedawno znajdowały się tam jeszcze kamienie nagrobne. Dziś już ich nie ma. Na tym cmentarzu rośnie duży dąb. Podobno drzewo to zasadzono na mogile bezimiennego żołnierza w mundurze austriackim, jakiego znaleziono martwego w pobliżu wsi w czasie I wojny światowej.
3. Obecnie uzywany cmentarz znajduje się przy drodze do Wrzępi. Większość nagrobków to współczesna architektura funeralna. Jest jednak kilka zabytkowych z drugiej połowy XIX wieku. Wykonawcą większości z nich jest majster Samek z Bochni. Z reguły posiadają formę neogotyckiego kamiennego obelisku zwieńczonego krzyżem. Należy do nich między innymi: nagrobek rodziny Jasińskich, ks. Michała Nalepy - 1917, ks. Józefa Ociepki - 1889, ks. Michała Ekierta z 1906 roku, F. Rudnika z 1910 , T. Barnasia z 1920. Jana Towarnickiego (ojca ówczesnego proboszcza) - 1869, Józefa Heinza - 1883 i prezentowany na zdjęciu nagrobek Bolesława de Jaxa Rożna z roku 1883.
![]() |
![]() |
![]() |
Bolesław August Hilary Jaxa Rożen urodził się 15.10.1815, a zmarł 22.06.1883 w Bochni, był uczestnikiem powstania listopadowego, podoficerem z pułku 12 piechoty liniowej, odznaczony srebrnym Krzyżem Wojskowym Virtuti Militari nr 3046 (17.09.1831). Był także administratorem Rożnowa i Cerekwi, posiadał też majątek ziemski w Gierczycach. Po drugiej stronie obelisku umieszczona jest tablica nagrobna Katarzyny z Grabczyńskich Jaxa Rożnowej - żony Bolesława. Urodziła się ona 1.XI.1812 roku w Jasiennej (parafia Lipnica Wielka, dekanat Bobowa). Według zachowanej metryki urodzenia i chrztu była córką Jana Grabczyńskiego, heres sortis villa Jasienna górna (właściciela części wsi Jasienna Górna) i Teresy z Bossowskich - herbu Ślepowron (córki Wojciecha i Zofii z Jaklińskich – herbu Jelita, również właścicieli części wsi Jasienna). Trzeba też wspomnieć, że była siostrą Wojciecha Grabczyńskiego - właściciela Cerekwi. Historia poznania się Bolesława Jaxa Rożna z panną Katarzyną Grabczyńską jest jak z typowej XIX wiecznej powieści romansowej. Towarzyszem powstańczym młodziutkiego Bolesława w roku 1830 był Józef Długoszowski, drobny szlachcic, który był właścicielem części wsi Jasienna. Jasienna, niewielka wieś położona w wąskiej dolinie potoku o tej samej nazwie, niedaleko Lipnicy Wielkiej, miała na początku XIX wieku kilku współwłaścicieli. Byli nimi Grabczyńscy, Długoszowscy i sześciu innych. Podczas wizyty u Józefa Długoszowskiego poznał Bolesław Rożen pannę z sąsiedztwa – Katarzynę Grabczyńską, którą wkrótce poślubił. Był to mezalians, co łatwo można zauważyć po różnicach w pozycji pana Rożna i zagrodowej szlachcianki Grabczyńskiej. Na dodatek cieniem na rodzinę rzucał się postępek jej matki, która uciekła od ślubnego męża Pankowskiego (dosłownie: uciekła od ołtarza) i związała się z o wiele młodszym Janem Grabczyńskim. Miała z nim czworo dzieci: Franciszka, Wojciecha, Katarzynę i Józefa. W momencie poznania się Bolesława z Katarzyną, była ona de facto dzieckiem nieślubnym. Dopiero w roku 1835 związek rodziców Katarzyny został zalegalizowany. Stanowczy sprzeciw Rożnów nie odwiódł zakochanych od ślubu. Małżeństwo Bolesława Jaxa Rożna z Katarzyną Grabczyńską zostało zawarte 19.VI.1837 roku (istnieje metryka), i nie w Bruśniku, jak czynili to dotychczas wszyscy Rożnowie, ale w Jasiennej, a jednym ze świadków był właśnie Józef Długoszowski. Syn Józefa Długoszowskiego, Bolesław, dzierżawił a potem wykupił majątek w Bobowej, odległej o kilka kilometrów od Jasiennej. Syn Bolesława to znany generał Bolesław Wieniawa–Długoszowski. Katarzyna z Grabczyńskich de Jaxa Rożnowa zmarła na zapalenie płuc w Cerekwi 12 lutego 1879 roku. Na cmentarz odprowadziło ją aż trzech księży: z Okulic, z Uścia Solnego i Cerekwi.
![]() |
![]() |
Przechodząc obok grobowca rodziny Jasińskich, właścicieli dóbr Bieńkowice, nie sposób nie wspomnieć tragicznej historii, jaka dotknęła ten dom. 18 sierpnia 1937 we dworze zastrzelił się Zbigniew Jasiński, ówczesny posesor i gospodarz majątku. Urodził się 30 sierpnia1910 roku, więc w chwili śmierci dobiegał lat 27-miu. Nie miał wykształcenia, inaczej niż jego młodszy brat Tadeusz, który został lotnikiem. Współcześni pamiętają panicza Zbyszka jak na niewielkim koniku objeżdżał pola w majątku i wierzbową witką smagał się po cholewach butów. Miał niedowład prawej ręki. Jedna z dziewczyn ze wsi, Henryka Kordkówna bardzo przypadła mu do gustu. Była urodziwa, dobrze zbudowana i wysoka, ale z biednej chłopskiej rodziny. Urodziła się 27 sierpnia 1916, była więc młodsza od panicza o sześć lat. Matka jego Joanna z Sokołowskich Jasińska nie pozwalała synowi nawet myśleć o ślubie z Henią. Miała powiedzieć, że wolałaby syna zobaczyć w trumnie, niż na ślubnym kobiercu z "dziadówką". Była dumna, a ludziom ze wsi najchętniej podawała rękę do pocałowania. Stary pan dziedzic Witold Ludwik Jasiński już wtedy nie żył. Rok 1937 był to rok deszczowy. Zboże zebrane od żniw w snopkach porosło. Pieniędzy we dworze brakowało nie tylko na zabawy i wizyty, ale nawet na opłacanie robotników rolnych. Pani dziedziczka właśnie wyjechała do Lwowa. Zgnębiony przeciwnościami Zbigniew kazał grać sobie - podobno - jakąś pieśń kościelną, a sam w drugim pokoju przestrzelił sobie głowę z pistoletu. Listu nie zostawił. Pogrzeb sprawił mu cerekiewski proboszcz Jan Złotnicki. Urodziwa Henia wyjechała do Krakowa i tam zmarła w starości. Jedni powiadają, że nie wyszła już za mąż, inni twierdzą inaczej. Prawda leży po środku ponieważ miała stałego przyjaciela. Chociaż nosił imię Adam, mówiła do niego "Zbysiu". Dwór po śmierci Zbigniewa zaczęły nawiedzać złe moce. Nocami tłukły się szkła, przestawiały meble, widywano leżącego psa, a miejscowy kowal zobaczył tam nocą postać panicza. Egzorcyzmy odprawiał najpierw ks. Złotnicki, ale gdy okazały się nieskuteczne, sam biskup - przy okazji wizytacji parafii - dwór poświęcił. Dopiero po tym straszyć przestało. Próżno jednak szukać imienia Zbigniewa na rodzinnym cmentarnym pomniku, bowiem jego tablicy nagrobnej nigdy nie wykonano.
W
centralnej części cmentarza znajduje się grób ks. wikarego Michała Ekierta.
Ksiądz Ekiert mieszkał na początku XX stulecia w nieistniejącej już dzisiaj
wikarówce, razem ze swoim psem. Wikarówka stała pomiędzy starym kościołem
a obecnym domem parafialnym. Pies, którego imienia już nikt nie pamięta,
stał się przykładem szczególnego przywiązania. Ksiądz Michał pod koniec
życia cierpiał na podagrę i pies nie odstępował go od łóżka. Kiedy w 1906
roku wikary umarł, pies siedział całymi godzinami na cmentarzu, przy grobie
swego pana. Codzienie rano szedł tam ze swego mieszkania. Droga psiej wędrówki
wypadała wzdłuż kościelnego parkanu. Kiedyś, podczas kazania - głoszonego
z polowej ambony przed kosciołem - pies jak zwykle ruszył na cmentarz. Błyskotliwy
kaznodzieja nie marzył o łatwiejszym przykładzie, aby wyjaśnić i pokazać
parafianom, co to jest wierność, która właśnie była tematem homilii. Skwapliwie
z niego skorzystał, a ludzie pamiętają to zdarzenie do dziś.
opracował: Zbigniew Bachmiński
Źródła:
Liber Mortuorum Parochiae Cerekiew.
Liber Memorabilum Parochiae Cerekiew Confectus A. D. 1866.
Archiwum dr Piotra Gryglaszewskiego.
Stanisław Wojciech Nepomucen Goczałkowski, Wspomnienia lat ubiegłych, t. 1, Kraków 1862, s. 6 - 8.
Wywiady z mieszkańcami.
Fotografie: P. Gryglaszewski, Z. Bachmiński
*
© copyright 2002-2007 by z.bachminski - all rights reserved